Nie mogę udawać, że daję radę. Moja agentka trzyma (nakazuje trzymać) terminów, ale ja nie daję rady. Nie daję. Ta historia jest zamknięta w trzy tomy. Nie ma innej drogi wytłumaczenia tego, co działo się z zegarem o dwóch tarczach, dwóch wejściach i dwóch wahadłach. I ja wiem, że brzmi to jak seryjne dobranocki, ale w tym zegarze przywiezionym z Indii, podarunku od sułtana Tipu, tam była księga. Księga Holdorium. Nie mogę tego bagatelizować. Dostałem mocno po dupie, ignorując wpływ artefaktów związanych (pochodzących) od podrzuconego dzieciaka pod Cromwell House w sierpniu 1918 roku. Mówiąc szczerze, to ten wątek mnie miażdżył. Przyjąłem mocne baty za to, że nie potrafiłem rozpoznać Lisy i pani Masterson na fotografii z tamtego okresu.
W żaden sposób nie potrafię połączyć pojawienia się dwunastolatka, który leży zawinięty pod bramą szpitala… i nie potrafi poruszyć nogą, ani ręką… z zegarem przywiezionym z Indii. A jednak związek zaczyna być widoczny.
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz