To takie szukanie, szukanie tożsamości w tym
wszystkim, co się nowego dzieje. Jestem na etapie kończenia scenariusza do
„Bezdechu”. Wiele rzeczy z życia, żyjącego wciąż bohatera Artura, zmieniłem.
Nadałem innym kształt temu co przeżył. Inny kształt wymusiła zmiana kręgosłupa
opowieści. Wątek kryminalny jest wiodący. Podejrzenia i postawienie zarzutów
rysuje główną oś filmu. Wokół tego dopiero, podczas przesłuchań wyłania się
przeszłość. Fakty widziane oczami bohatera. Mroczny obraz samobójców.
Kontrolowanych, ćwiczących całe życie, by spróbować się nie zabić. Tak to
widzę, tak to czuję i tak to opisałem. Tego, który jest w tym najlepszy i unika
śmierci najdłużej, obarczam największą winą za śmierć pozostałych. Tak, tak
brzmi fragment prokuratorskiego oskarżenia. Jednak
to nie wszystko. Poddawanie organizmu działaniom gazów nurkowych niesie za sobą
kolejne niebezpieczeństwo. Po wielu latach nurkowań, poprawnie działający i
analizujący umysł, zamienia się w siatkę neuronów, które powyżej głębokości stu
metrów zaczynają być agresywne. Agresywny zaczyna być ten, który nurkowaniem
poddawał swój organizm ustawicznej torturze. I najważniejszy, trzeci poziom.
Chęć mordu, która pojawia się nagle, tam na dole, w głębinie. Ta chęć mordu nie
tworzy się nagle, choć żaden z nich takiego morderstwa nie planuje. Nie można
mówić o premedytacji, choć motyw tworzy się wiele, wiele wcześniej. (dziś jest 12 marca 2015 hurgada, egipt)
czwartek, 12 marca 2015
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz