Rano Koleś wstał tuż po wschodzie słońca. Ubrał się i pobiegł na pobliskie boisko. Biegał i gimnastykował się. Wrócił po ósmej. Odświeżył się, Wypił wodę z cytryną. I opuścił willę babci. Wszedł do stacji metra i stanął na peronie, wpatrując się w mapę miasta i rozkład linii. Wodził palcem. Mierzył rozpiętym kciukiem i wskazującym palcem, odległości od poszczególnych cmentarzy do stacji Hammersmith. Wsiadł do kolejki. Na Drakefell skręcił do Avignon Road i prosto świętego Asaph’a dotarł pod cmentarz Nunhead. Szedł cmentarną Linden Grove wzdłuż wysokiego żelaznego płotu, aż doszedł do północnego wejścia. Wszedł na teren wolnym krokiem, przyglądając się czterem wysokim kolumnom, które stanowiły bramę główną i dwie boczne furtki. Dziewiętnastowieczne groby widać było od samego wejścia. Kamienne tablice pokrywał mech. Po obu stronach asfaltowej alejki wbijały się w niebo spiczaste drzewa. Krok za krokiem. Nie padało, ale wilgotne krzyże pachniały śmiercią i ciszą. Większe kapliczki stały w tylnych rzędach, jak puste domy, pozbawione światła i okien. Wolnostojące, półokrągłe krucyfiksy przechylały się na wszystkie strony. Dotarł na wzniesienie, skąd widać było ogrodzenie. Słońce było wysoko na niebie, ale przez gęste chmury ledwo ustalił jego miejsce. W pewnej chwili usłyszał za sobą kroki. Pastuch. Szedł szybko od strony zachodniego wejścia. - Niezłe jaja sobie z nas zrobiła pani w szpitalu – Koleś syknął do Pastucha wyciągając rękę na przywitanie. - Ej. Szacunek – gruby aż się przygarbił – Jesteś w świętym miejscu. - Święta. Racja. - Te krzyże – Pastuch miał przestraszony głos – Żaden nie jest prosto. Wszystkie się przechylają… jakby ktoś chciał je unieść spod spodu. Od dołu dźwignąć. Koleś rozejrzał się. - Tyle tylko, że świeżych grobów tu nie ma – obrócił się na pięcie. Wracali przyglądając się niesamowitym napisom na kryptach. Niskie kolumny okręcało winorośle i tuliło się aż po samą płytę. Obok posągu Matki Boskiej z Avignonu dojrzeli starszego, przygarbionego mężczyznę. Prowadził przed sobą taczki. W środku miał łopaty. Poczekał aż przejdą i skręcił w mało widoczną dróżkę. - Przepraszam – odezwał się Koleś. Mężczyzna zatrzymał się. - Szukamy miejsca, gdzie może być pochowana nasza przyjaciółka – jednym tchem dokończył za niego grubas. - Czy tu są tylko groby sprzed stu laty? – Kolemu wróciła mowa. - Czy jest jakaś nowsza część cmentarza? – kolejnym pytaniem Pastuch zakończył, otwierając jednocześnie szerzej oczy, oczekując odpowiedzi. Mężczyzna zmierzył ich od stóp do głów. Zatrzymywał wzrok to na jednym to na drugim. W końcu obaj spojrzeli na siebie. - Czy pan nas słyszy? Przygarbiony odgiął się do tyłu, wyciągnął młotek i wyciągnął rękę, wskazując zachodnią część cmentarza. Chłopcy spojrzeli za wskazówką. Złożyli ręce jak do modlitwy i pochylając się, skręcili w lewo. Szli w milczeniu kilka minut. Stare grobowce skończyły się. Nie było już ani obszernych krypt, ani wysokich krucyfiksów. - To tam! – Pastuch pierwszy dojrzał współczesne grobowce. Stanęli wśród niewysokich krzewów, które tworzyły wielki prostokąt. Wewnątrz były świeże groby. Daty obejmowały bieżący rok i nieodległe poprzednie lata. Rozeszli się. Szukali, przykucając na dłużej przy niektórych płytach. - O matko przenajświętsza – gruby złożył ręce i zesztywniały wpatrywał się w jeden z epitafiów. Koleś zerwał się. Stanął obok i przeczytał szeptem:
Rano Koleś wstał tuż po wschodzie słońca. Ubrał się i pobiegł na pobliskie boisko. Biegał i gimnastykował się. Wrócił po ósmej. Odświeżył się, Wypił wodę z cytryną. I opuścił willę babci. Wszedł do stacji metra i stanął na peronie, wpatrując się w mapę miasta i rozkład linii. Wodził palcem. Mierzył rozpiętym kciukiem i wskazującym palcem, odległości od poszczególnych cmentarzy do stacji Hammersmith. Wsiadł do kolejki.
OdpowiedzUsuńNa Drakefell skręcił do Avignon Road i prosto świętego Asaph’a dotarł pod cmentarz Nunhead. Szedł cmentarną Linden Grove wzdłuż wysokiego żelaznego płotu, aż doszedł do północnego wejścia. Wszedł na teren wolnym krokiem, przyglądając się czterem wysokim kolumnom, które stanowiły bramę główną i dwie boczne furtki.
Dziewiętnastowieczne groby widać było od samego wejścia. Kamienne tablice pokrywał mech. Po obu stronach asfaltowej alejki wbijały się w niebo spiczaste drzewa. Krok za krokiem.
Nie padało, ale wilgotne krzyże pachniały śmiercią i ciszą. Większe kapliczki stały w tylnych rzędach, jak puste domy, pozbawione światła i okien. Wolnostojące, półokrągłe krucyfiksy przechylały się na wszystkie strony.
Dotarł na wzniesienie, skąd widać było ogrodzenie. Słońce było wysoko na niebie, ale przez gęste chmury ledwo ustalił jego miejsce. W pewnej chwili usłyszał za sobą kroki. Pastuch. Szedł szybko od strony zachodniego wejścia.
- Niezłe jaja sobie z nas zrobiła pani w szpitalu – Koleś syknął do Pastucha wyciągając rękę na przywitanie.
- Ej. Szacunek – gruby aż się przygarbił – Jesteś w świętym miejscu.
- Święta. Racja.
- Te krzyże – Pastuch miał przestraszony głos – Żaden nie jest prosto. Wszystkie się przechylają… jakby ktoś chciał je unieść spod spodu. Od dołu dźwignąć.
Koleś rozejrzał się.
- Tyle tylko, że świeżych grobów tu nie ma – obrócił się na pięcie.
Wracali przyglądając się niesamowitym napisom na kryptach. Niskie kolumny okręcało winorośle i tuliło się aż po samą płytę. Obok posągu Matki Boskiej z Avignonu dojrzeli starszego, przygarbionego mężczyznę. Prowadził przed sobą taczki. W środku miał łopaty. Poczekał aż przejdą i skręcił w mało widoczną dróżkę.
- Przepraszam – odezwał się Koleś.
Mężczyzna zatrzymał się.
- Szukamy miejsca, gdzie może być pochowana nasza przyjaciółka – jednym tchem dokończył za niego grubas.
- Czy tu są tylko groby sprzed stu laty? – Kolemu wróciła mowa.
- Czy jest jakaś nowsza część cmentarza? – kolejnym pytaniem Pastuch zakończył, otwierając jednocześnie szerzej oczy, oczekując odpowiedzi.
Mężczyzna zmierzył ich od stóp do głów. Zatrzymywał wzrok to na jednym to na drugim. W końcu obaj spojrzeli na siebie.
- Czy pan nas słyszy?
Przygarbiony odgiął się do tyłu, wyciągnął młotek i wyciągnął rękę, wskazując zachodnią część cmentarza. Chłopcy spojrzeli za wskazówką. Złożyli ręce jak do modlitwy i pochylając się, skręcili w lewo. Szli w milczeniu kilka minut. Stare grobowce skończyły się. Nie było już ani obszernych krypt, ani wysokich krucyfiksów.
- To tam! – Pastuch pierwszy dojrzał współczesne grobowce.
Stanęli wśród niewysokich krzewów, które tworzyły wielki prostokąt. Wewnątrz były świeże groby. Daty obejmowały bieżący rok i nieodległe poprzednie lata. Rozeszli się. Szukali, przykucając na dłużej przy niektórych płytach.
- O matko przenajświętsza – gruby złożył ręce i zesztywniały wpatrywał się w jeden z epitafiów.
Koleś zerwał się. Stanął obok i przeczytał szeptem: