piątek, 18 czerwca 2010
nie miałbym tyle odwagi, by tak zeznać...
Myślałem znów o korzeniu, który Max miał na głowie. Dosyć dużo mnie kosztuje przyjęcie tej części jego zeznań, nawet biorąc za kryterium to, że każdy z tych wątków musi mieć nadprzyrodzony wyraz. Niby nie wierzę. Mam do tego dosyć duży (i naprawdę zdrowy dystans) ale jest coś, co tę perspektywę zawęża. Przykładów lub może porównań równoległych można snuć wiele. Każdy oczytany człowiek wie i słyszał o VooDoo. Bo na pewno każdy słyszał o Jezusie i wstaniu po swej śmierci. Mniej lub bardziej dla niektórych dotkliwie, patrzę w dawną Afrykę. Czarni ludzie… „ciemni” i wierzący w nadprzyrodzony świat. Piszę… dużo piszę… nocami i wczesnym rankiem… chciałem zakończyć tę historię, ale obawiam się, że „Woodward” to będzie jedyna powieść, którą ukończyłem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz