środa, 12 maja 2010

czwartek, 13 maja 2010

Panie Jacku…
Doczytałam do końca. Tak jak pan to przedstawił - faktycznie możemy uznać że Banaremu jakiś tam zbożny cel się tlił w głowie, ale co do jego motywów nie jestem pewna - za mało go znam, za mało o nim wiem - ale pewnie się dowiem niebawem z powieści:)

Co do tych niby normalnych rodzin. Nie mógł Pan tego lepiej ująć! Tak, tez na to zwróciłam uwagę - to wypisz wymaluj tatusiek córki znajomej. Niby rodzina, niby normalnie a wszystko ślizga się po powierzchni, nie zagląda do środka. Praca, piwko zimne w cieniu pić w sobotę, jakiś grilek i rozmowy o niczym z jakąś szemraną paczką znajomych bądź mniej lub bardziej płytką i pustą rodziną. Tragedia! I dlatego jego żona od tej rodziny ucieka. W ogóle ona nie lubię ludzi głupich, pustych, małostkowych, którzy sie skupiają na jakiś nieważnych rzeczach, wychowując dzieci z obiadem niedzielnym w MCDonaldzie w Złotych Tarasach.
Najgorsze są te pseudo normalne rodzinki. Dziwne czasy, obyczaje. Wiem, że ona szukam normalności i wprowadza ją za wszelką cenę u siebie w domu - kultywuje tradycję wspólnych posiłków, ale na luzie bez zadęcia, normalne rozmowy o wszystkim i o niczym, pokazuje emocje bo je ma, nie kłamie. Myślę że ktoś kiedyś to doceni, chociaż ona stale walczy z moimi demonami np. ze odeszła od jej ojca… pijaka - wyrzuty sumienia… to coś co ją niszczy. Chociaż niby nie powinna ich mieć, bo wybrała dobro.
Czy spotkał sie Pan z kimś kto niby jest normalny a potrafi kogoś zniszczyć, skrzywdzić i zrobić to bez mrugnięcia okiem, bez wyrzutów sumienia, bez żalu że się zrobiło źle, czując złość, zawiść i radość ze się kogoś skrzywdziło?. Ja się spotkałam i był to dla mnie szok że tak można.

pozdrawiam
H.


Pani Haniu
Znam i ja przypadek bardzo podobny do pani znajomej. Jednak sytuacja była troszeczkę inna i inaczej niestety się skończyła. Moja znajoma – choć lepiej powiedzieć – pewna pani A. pochodziła ze wsi. Była zdolną dziewczyną… szkoła z paskiem i na studiach same piątki. Poznała w tym duzym mieście, gdzie studiowała, swego przyszłego męża. Mąż nie był orłem, nie studiował, no ale był z miasta. Żyli dobrze i pogodnie. W pewnym momencie wyprowadzili się za pracą daleko od swych rodzinnych stron. Dorobili się dwóch synów i wtedy się zaczęło. Pan mąż dostał pracę, która dawała mu sporo kasy i pewien specyficzny prestiż, ale… ale praca niosła ze sobą także nerwy i pan zaczął popijać. Pił wódkę. Pił bez kontroli. Po roku czy dwóch zaczął już mocno pić, zaczęły się nerwy w domu… strach… i to coś… o czym pani Haniu rozmawialiśmy wczoraj – pojawiła się w ich domu mgła lęku. Dzień podzielił się na to, kiedy pan pije i kiedy pan jeszcze nie zaczął pić. Na nic prośby, argumenty… nad rodziną ich pojawiła się oprócz mgły lęku także inna chmura… lęk dzieci przeradzać się zaczął w prośby. Prośby dzieci do matki, by zabrała ich i uciekli. (te dzieci miały około 10 lat). Matka, pani A. zaczęła niekończącą się opowieść o tym, że dzieci potrzebują ojca, jakimkolwiek by nie był… że są tak daleko od rodzinnych stron i że nikt nie może im pomóc i że w innych rodzinach jest tak samo.
Oczywiście nic się nie zmieniło przez bardzo długo. Synowie dorośli, wyprowadzili się z domu. Ta pani A. odezwała się do mnie ze trzy lata temu i wyznała mi w mailu, że jej starszy syn nie może jej wybaczyć, że tak ona mu zmarnowała życie. Że on jest kaleką… psychicznym wrakiem… że była słabą, kobietą bez zdania, a jego ojciec był tylko jakimś… nikim… ten syn pani A. ma teraz swoją rodzinę (jak ona twierdzi) i nie chce znać swej matki i nie chce, nie chce by jego dzieci znały babcię… która kiedyś nie dała rady…
Pani Haniu, to taka rada i przestroga dla tych Kobiet, które mają wątpliwości… czy uciekać i opuszczać frajerów…
Pozdrawiam panią.


Pisać do mnie proszę: jacek.roczniak@gmail.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz