Kilka ostatnich zdań. Może dwie strony. Moja druga powieść, kończy we mnie swe czynne życie. Kończę pisanie. Czuję coś innego, niż dwa lata temu, kiedy kończyłem „Woodward’a”. Nauczyłem się przez ten czas opowiadać komuś, a nie tylko pisać. Nauczyłem się sterować życiem bohaterów, w sposób czytelny dla nich samych. Mam nadzieję, że rozumieją się nawzajem, na kartach kolejnych rozdziałów.
Czuję coś takiego miłego. Jestem już w Epilogu, czyli XXI rozdziale. „SYN BOBERA” miał mieć tytuł Lochy Vierhuizen, ale chyba jednak pozostanie tytuł pierwotny. Mam nadzieję, że tym, którzy śledzili losy procesu Andrew Pash’a oraz postępowanie przeciwko doktorowi Thomasowi Snake’owi, nie zawiodą się. Umieściłem obszerne fragmenty tego, co naprawdę wydarzyło się po zaginięciu Maxa.
Kilka ostatnich zdań. Chciałem, by kończyło się optymistycznie, z dłonią ku przyszłości i chyba jednak mi się udało.
Chciałem przeprosić wszystkich tych, którzy oczekiwali ukończenia „Syna Bobera” w zeszłym roku, jednak rzetelne ukończenie wszystkich wątków, przeszło moje najśmielsze oczekiwania i prognozy. „Syn Bobera” jest o wiele większy niż „Woodward” i może to, zrekompensuje to oczekiwanie.
piątek, 3 czerwca 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz