Prosta historia. Postacie proste, momentami prostackie. Rodziny i ich bieda. Gnuśniejące poczucie winy, że mogłam się urodzić lepiej. Mogłam… i on także mógł, nie wchodzić do tej dorożki. To wybór? Nikczemny powie, że to przeznaczenie.
„Świat nie radzi sobie z ludzkimi sprawami”, to już mam na tapetach w przedpokoju. Doświadczam. Ta dorożka zatrzymała się przed ich domem, wynieśli go. Nie mógł ruszyć ręką. Nie mógł poruszyć nogą. Usta trwały w obrazowym półcieniu. Podnieśli go. Nie, stary siwiec, sam go wniósł do dorożki. Ona była w środku i tylko patrzyła. A potem odjechali, by porzucić go pod szpitalem Cromwell House. Leżał pod bramą, owinięty w koc. To były ostatnie dni lata 1918 roku.
niedziela, 12 czerwca 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz