Mało spałem. Uświadomiłem sobie dziś w nocy, że nie dam rady ukończyć drugiego tomu na czas. (na boską interwencję nie liczę)
Nie spałem, mimo, że od 19tej pisałem piąty rozdział, podążałem za Maxem w Mieście… opisywałem dialogi z Johnym i Verą i w pewnym momencie postanowiłem sprawdzić, czy Johny w ogóle był na Liście Bobera. Nie znalazłem ani nazwiska, ani pseudonimu. Nic. Postać całkowicie fikcyjna? Zacząłem grzebać w notatkach z 2001 roku, bo już tam robiłem podział na postacie ważne, które na pewno wejdą do powieści i znów nie znalazłem. Nadal nie wiem, skąd się wziął Johny. (nie mylić z Johnym B.)
Wyłączyłem muzę, ściągnąłem słuchawki i dłubałem oczami sufit. Nic. Po pierwszej w nocy (a przecież wstawałem na Poranek) odnalazłem szkic formy tego rozdziału, który robię zawsze przed właściwym pisaniem. I co? Tam już długowłosy blondynek był. Znów wróciłem myślami do Trenton i wtedy dopiero się zaczęło. Podzieliłem na szybko wątki główne i nadal są trzy: policyjny, obyczajowy Koleś – Pastuch i Max w Krainie.
Nie mogę (nie będę) mógł znów posłuchać redaktorów, i skupić się na jednym torze, by powieść nie stała na dwóch (prawie przeciwstawnych) nogach. To jest apromocyjne i asprzedażowe. Niestety to wszystko jest ważne. Jest ściśle ze sobą powiązane. Nie wiem jak to będzie.
czwartek, 29 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz