Jak wypełnić stratę po Jolandzie. Czym ukoić ból, który przypala resztki wspomnień… zacierając jej promienny uśmiech. Jolando gdzie jesteś, pytam się w duchu, po czym wychodzę na ulicę i zaczepiam przechodniów. Czy widziałeś Jolandę… czy słyszałeś jej donośny głos… ale nikt jej nie widział. Zaczepiam patrol straży miejskiej, pokazuję zdjęcie Jolandy… tłumaczę i proszę o pomoc… oni pytają, czy chcę zgłosić zaginięcie osoby? Tak chcę. Zaginięcie bliskiej osoby.
Pewnego dnia usłyszałem, jak jej współpracownik powiedział do niej: Joli… tak powiedział o naszej Jolandzie. Teraz tak właśnie o niej myślę. Przywołuję ją cały czas, kiedy siedzę przy kolacji i muszę sam wstać po widelec… po dodatkowy talerzyk… wchodzę do sklepu i staję przy dziale monopolowym i godzinami wpatruję się w rzędy butelek wina… czerwone – białe, czerwone, białe…. Bo to Ona mi je przynosiła. Ona… Jolanda. I myślę już jak ją sprowadzić tutaj, do Warszawy… już zaczynam kwestować pod Bristolem, w nadziei że wyjdzie, bo akurat będzie na jakimś sympozjum (powiedzmy obsługi trudnych gości). Ale Ona nie przychodzi. Jej nie ma… czuję się jakbym coś bezpowrotnie stracił i szukam miejsca, gdzie mogę zgłosić: Zaginięcie Bliskiej Osoby.
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

BUUUAAAAHAHAHHAHAHHAHA JESTES WIELKI!!!!
OdpowiedzUsuńjolu WRÓĆ :)
OdpowiedzUsuńWzruszyłam się. Serio ;-)
OdpowiedzUsuńniesamowite! lzy leca strumieniami przy czytaniu
OdpowiedzUsuń